‹‹ poprzedni artykuł   strona główna   następny artykuł ››
Rok pryskających mitów

Stary rok odszedł do historii parę ładnych dni temu, najwyższa więc pora jakoś go podsumować. Co było charakterystyczne dla minionego roku, cóż takiego odróżniało go od poprzednich? Wydaje mi się, że, przy całym podobieństwie do lat poprzednich i pewnie następnych, rok 2011 jawi się jako rok upadku wielu powszechnie podzielanych mitów. Nie wszyscy jeszcze zdali sobie z tego sprawę, nie o wszystkim mają odwagę mówić, fakty jednak pozostają faktami. Przygotowałem więc przegląd wybranych mitów, których upadek mogliśmy obserwować w minionym roku. Przegląd jest wysoce niepełny i całkowicie subiektywny.

Mit Traktatu Lizbońskiego

To przecież nie  tak dawno krajowe i europejskie autorytety przekonywały nas, że Traktat Lizboński to najdoskonalszy wytwór ludzkiego geniuszu, dzieło zupełne i doskonałe a kto tego nie rozumie jest wrogiem zjednoczonej Europy i ... (tu lista rytualnych epitetów). Wyśmiewano tych, którzy radzili zastanowić się nad jego przyjęciem, bo jakakolwiek późniejsza zmiana będzie bardzo trudna ze względu na obowiązujące procedury. I co? I nic! Dziś te same autorytety, jak mantrę, powtarzają wezwania do jak najszybszego skorygowania Traktatu.

Tym razem jednak nie ma żadnego „zmiłuj się” i, by uniknąć niespodzianek, korekta ma być wprowadzona drogą porozumień międzypaństwowych (czytaj: międzyrządowych) a rządy same mają wykominować taki sposób jej przyjęcia, by lokalne parlamenty im nie podskoczyły. O pytaniu o zdanie obywateli oczywiście mowy nie ma. Referenda mogłbyby znów dać nieodpowiedni wynik a skąd, w dobie kryzysu, brać na kolejne głosowania, bo powtarzanie referendów aż do założonego skutku to taki europejski standard.

Mit silnego przywództwa

No i gdzie są te autorytety, które tonem wszechwiedzącego pouczały nas, że po przyjęciu Traktatu Lizbońskiego, Europa uzyska silne przywództwo w osobach jej prezydenta i ministra spraw zagranicznych. No i gdzie ci przywódcy? Prezydent, którego nazwiska, jak większość Europejczyków, nie pamiętam, nie dostąpił nawet zaszczytu pełnienia roli herolda obwieszczającego decyzje faktycznego szefa Unii – Merkozego (raczej bardziej Merk niż Kozego), bo tę funkcję zajął już szef Komisji Europejskiej. Pozostało mu tylko inicjowanie oklasków po ogłoszeniach herolda, w czym z powodzeniem rywalizował z polskim premierem, odgrywającym rytualną rolę szefa europejskiej prezydencji.

Rolę baronessy Ashton oddaje najlepiej żart, wyczytany w którejś z niemieckich gazet: Henry Kissinger, który w czasie swojej największej politycznej aktywności zapytał publicznie: „Jeśli mam sprawę do Unii Europejskiej, jaki numer telefonu mam wykręcić?”, dowiedział się właśnie, że jest odpowiedź na jego pytanie. Czym prędzej wybrał więc numer baronessy i usłyszał w słuchawce: „Tu automatyczna sekretarka ministra spraw zagranicznych Unii Europejskiej. Jeśli chcesz poznać stanowisko Niemiec – wybierz 1, jeśli chcesz poznać stanowisko Francji – wybierz 2, stanowisko Wielkiej Brytanii – 3, itd.”

Mit europejskiej solidarności

A miało być tak pięknie. Unia jako związek równych państw, które, wyzbywszy się egoizmów, troszczą się o wspólne, europejskie dobro. Pierwszym, wyraźnym sygnałem, że coś jest nie tak, było zachowanie prezydenta Chiraca, pouczającego mniejsze kraje o korzyściach siedzenia cicho i obiecującego Rosjanom swobodny tranzyt do okręgu królewieckiego bez choćby zasięgnięcia opinii Litwy i Polski. Później była, zakończona w ubiegłym roku, inwestycja gazociągu północnego, zapewniająca pewne dostawy gazu Niemcom a wystawiająca Polskę i kraje sąsiednie na konsekwencje złego humoru syberyjskiego niedźwiedzia. Kropkę nad „i” postawiły ostatnie decyzje prezydenta Merkozego, obligujące kraje Unii do ratowania niemieckich i francuskich banków, to jest – wedle obowiązującej nomenklatury – wykazania solidarności z dotkniętą kryzysem Grecją.

Mit eurolandu

Wejście do strefy euro miało być gwarancją dynamicznego rozwoju i dobrobytu. A tu niespodzianka: to właśnie w eurolandzie najpiękniej rozwinął się kryzys. Grecja, Włochy, Hiszpania a wkrótce może Francja i – strach powiedzieć – Niemcy. Kraje spoza euro jakoś sobie radzą. Wyjątkiem są Węgry ale one zbierają owoce nieodpowiedzialności poprzednich rządów. A euroland zbiera owoce kierowania się ideologicznymi iluzjami i filozofii „tu i teraz”. Wprowadzenie euro było efektem politycznej presji a nie kalkulacji ekonomicznej. Przy jego wprowadzaniu wszyscy kombinowali, jak zmieścić się w kryteriach z Maastricht a po jego wprowadzeniu nagminnie łamali te ustalenia, zapominając, że wspólna waluta nie zastąpi rzetelnego równoważenia wpływów i wydatków a za życie ponad stan prędzej czy później trzeba będzie zapłacić.

Mit pokojowej lewicy

Przez lata karmiono nas mitem, że lewica to pokój a prawica to wojna i agresja. Lewica, jeśli walczyła, to tylko o pokój. Swego czasu najcięższe walki o pokój toczył Związek Sowiecki w Afganistanie. Mit prysnął 11. listopada. Kastety, pojemniki z gazem i sprowadzone niemieckie bandziory przeciwko ludziom manifestującym radość z Niepodległej. Później ujawnione w mediach (niektórych) instrukcje z lewackich stron internetowych jak niszczyć faszym (faszystę z buta i do gleby) i po czym poznać faszystę. A poznać można po ubiorze lub fryzurze. Bardzo to podobne do instrukcji dla bojówek SA po czym poznać Żyda. Dziwić to może tylko tych, którzy nie dopuszczają do swej świadomości faktu, że narodowi socjaliści byli ruchem lewicowym

Mit walki z korupcją

Powołanie specjalnego ministra do walki z korupcją miało dowodzić, że walkę z tą plagą Platforma traktuje co najmniej równie serio jak PiS. Zniknięcie tego stanowiska w nowym rządzie przekonuje, że Julia Pitera była tylko listkiem figowym rządu a jej ministerstwo zwykłym picem. Szkoda, że nie podano, ile kosztowało podatnika czteroletnie istnienie tego urzędu (pensja pani minister to tylko ułamek jego kosztów), który w ciągu czterech lat swego istnienia nie był w stanie zredagować jednej, jedynej ustawy, dla stworzenia której został powołany. Inną sprawa jest, że bardzo zdecydowane aczkolwiek nieliczne wypowiedzi pani minister na temat podejrzeń korupcyjnych wobec rządzących i opozycji są idealną ilustracją ewangelicznego stwierdzenia o dostrzeganiu źdźbła w oku bliźniego i pomijaniu belki w oku własnym.

Będąc w opozycji, liderzy PO stworzyli pojęcie „korupcji politycznej” i oskarżyli o jej praktykowanie Jarosława Kaczyńskiego, który miał wabić posłankę Bergerową do porzucenia Samoobrony w zamian za stanowisko wiceministra rolnictwa. Nieistotnym był fakt, że propozycję taką wysunęła sama Renata Berger a premier Kaczyński ją odrzucił. Sam fakt prowadzenia rozmów uznany został za dopuszczenie się korupcji politycznej i spowodował domaganie się odwołania premiera. Nie minęło wiele lat a niejaki poseł Arłukowicz porzucił SLD na rzecz PO wzamian za stworzone specjalnie dla niego stanowisko pełnomocnika premiera do spraw jakiś tam. Działalność tego bardzo ważnego urzędu ograniczała się do wydawania pieniędzy na pensję pana ministra, jego pracowników, gabinet, samochód i tym podobne koszty. O innych efektach jego pracy wiadomości brak. Stanowisko to zostało zlikwidowane natychmiast po objęciu przez Arłukowicza funkcji prawdziwego ministra w nowym rządzie. Czyż nie jest to .... właśnie korupcja polityczna? Nie, to korupcja pospolita w jej najczystszej postaci.

Mit obywatelskości Platformy

Platforma Obywatelska powstała jako pozapartyjne forum obywateli zatroskanych o dobro wspólne, którzy ponad różnicami poglądów dążyć mieli do zreformowania kraju, a swoje działania uzgadniać w drodze merytorycznej dyskusji. Podobno są jeszcze tacy, którzy w to wierzą. Dziś Platforma jest już tylko wodzowską partią władzy. Jej poglądy są poglądami lidera a te z kolei pochodną sondaży. Tworzenie nowego rządu pokazało, że jakakolwiek kolegialność w PO to mit. „Wszystko było w głowie premiera” a zainteresowani dowiadywali się o swych nominacjach, lub ich braku, w ostatniej chwili lub wręcz z mediów.

Nie jest to tylko przypadłość Platformy. Ewolucja w kierunku partii wodzowskiej jest konsekwencją największej słabości naszej demokracji, jaką jest proporcjonalny system wyborczy. Ten, kto układa listy, ma pełnię władzy. A na listy lepiej wpisać tych, którzy nie zagrożą. I koło się zamyka. Samodzielnie myślący politycy, albo o taką samodzielność podejrzewani, wylatują z obiegu. I nie jest istotne, czy ma to formę zabójstwa w afekcie, jak szybkie wyrzucanie z PiS-u kolejnych niepokornych, czy działania z premedytacją, jak sadystyczne dręczenie Schetyny. W efekcie spośród trzech największych partii w naszym parlamencie, jedynie Ruch Palikota ma uczciwą nazwę. Pozostałe powinny nazywać się analogicznie: „Ruch Tuska” i „Ruch Kaczyńskiego”.  Paradoksalnie, te trzy partie odwołują się do ideałów wolnościowych.

Innym paradoksem jest to, że partie mające swe korzenie w totalitaryźmie – SLD i PSL, są partiami nieporównywalnie bardziej kolegialnymi. W SLD po raz kolejny, jak w cywilizowanych demokracjach, po przegranych wyborach zmieniono szefa partii. PSL powołuje się wprawdzie na tradycje przedwojennego ruchu ludowego, ja jednak uważam go bardziej za kontynuację peerelowskiego ZSL niż witosowego „Piasta”. Niemniej... Wieść gminna niesie, że parlamentarzyści PO, chcąc dowiedzieć się czegokolwiek o zamiarach ich rządu, zasięgają języka właśnie u kolegów z PSL. Donald Tusk nie ma bowiem w zwyczaju zwierzać się komukolwiek z czegokolwiek. Premier Pawlak natomiast dobrze pamięta, dzięki komu jest wicepremierem.

Mit łagodnego PiS-u

Dwukrotnie w ubiegłym roku niepowodzeniem zakończyły się secesje z PiS polityków uważających, że kluczem do sukcesu jest pozbycie się nielubianego (to łagodne określenie) Kaczyńskiego i pokazanie wyborcom łagodniejszej twarzy obozu niepodległościowego. Te porażki po raz kolejny udowodniły, że Jarosław Kaczyński jest osobowością tak znaczącą, że bez niego nie da się stworzyć niczego znaczącego na prawo od PO. Jest on zarazem zbawieniem i przekleństwem prawicy. Bez niego prawica nie istnieje, z nim nie da się wygrać wyborów.

I tylko szkoda tych naprawdę wartościowych i kompetentnych polityków, zarówno w PJN jak i SP, którzy skazali się na marginalizację, lub zostali na nią skazani. Żałować tego powinni nie tylko sympatycy prawicy. Jeśli zależy nam na podniesieniu poziomu naszego życia politycznego, powinno zależeć nam na tym, by we wszystkich partiach dominowali politycy rozsądni i dysponujący odpowiednimi kwalifikacjami a nie bezbarwne miernoty, zawdzięczające swą pozycję jedynie ślepej lojalności wobec wodza.

Mit wyboru przyszłości

Społeczeństwo jest już zmęczone ciągłym rozpatrywaniem przeszłości. Młodzieży to zupełnie nie interesuje, wybierzmy więc przyszłość. Tak miało być, lecz przebieg 11. listopada i obchodów 30. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego pokazały, że mimo zohydzającej historię i postawy patriotyczne propagandy, pomimo praktycznego zlikwidowania nauczania historii w liceach, dużej części młodzieży nie jest obojętne, co wydarzyło się w jej kraju ileś lat temu, a poznając te wydarzenia, dochodzi do nieoczekiwanych wniosków, niekoniecznie zgodnych ugładzoną wersją zdarzeń. Liczny udział młodych ludzi zarówno w manifestacjach patriotycznych, jak i organizacji obchodów pokazuje, że patrząca w przyszłość młodzież nie chce zapomnieć o przeszłości i nie zgadza się na fałszywą alternatywę: przeszłość lub przyszłość.

Zauważyć można było również ostrożną wprawdzie ale wyraźną zmianę nastawienia rządzących i maistreamowych mediów. Coraz ciszej mówi się o groźbie sowieckiej interwencji a głośniej o złu stanu wojennego. Wprawdzie marszałek Sejmu (wtedy Grzegorz Schetyna) odmówił objęcia patronaten honorowym obchodów upamiętniających wprowadzenie stanu wojennego, tłumacząc się ... nawałem obowiązków, ale prezydent RP zapalił 13. grudnia świeczkę. Doczekaliśmy się wreszcie pierwszych wyroków sądowych w sprawie osób odpowiedzialnych za wojnę z narodem. Orzeczone kary są symboliczne, ważniejsze jest jednak to, że sąd uznał sposób wprowadzenia stanu wojennego za czyn przestępczy, czyli złamanie peerelowskiego prawa. Więcej zrobić nie mógł i więcej oczekiwać nie należy. Teraz z niecierpliwością czekamy na wyroki w sprawie głównych macherów: towarzyszy Kiszczaka i Jaruzelskiego.

W sprawie tego ostatniego obserwujemy kolejny paradoks, wynikający z jego długowieczności, coraz bardziej niewygodnej dla jego dotychczasowych obrońców. Woleliby oni pewnie, by opuścił on ten padół płaczu jeszcze przed wyrokiem, by móc pochować go z honorami a później powoli zmieniać ton wypowiedzi o stanie wojennym, doszlusowując do zmieniającej się dominującej jego oceny, bez konieczności podnoszenia odpowiedzialności jego twórcy i odnoszenia się do własnych wypowiedzi o nim w niedalekiej przeszłości. Przeciwnicy Jaruzelskiego z kolei życzą mu długich jeszcze lat w zdrowiu, by móc dopaść go, osądzić i ukarać jeszcze na tym świecie.

Mit „Ląduj dziadu!”

Ten mit ewidentnie pęka, choć jeszcze trzyma się dość mocno. Z biegiem czasu wychodzą na jaw coraz to nowe okoliczności i, choć pewność co do przyczyn katastrofy smoleńskiej będziemy mieć po otwarciu tajnych archiwów rosyjskich a przynajmniej amerykańskich, to wersja winy pilotów i ich nieodpowiedzialnego zachowania, spowodowanego naciskami prezydenta, jest już nie do obrony. To, że w tej wersji coś nie gra, jasne było od samego początku, jeśli brało się pod uwagę standardy obowiązujące w ruchu lotniczym i badaniach katastrof. Ujawnione ostatnio stenogramy czarnych skrzynek i taśmy Klicha, wyrażnie pokazują, że katastrofa miała inny przebieg i przyczyny, niż w oficjalnie obowiązującej wersji.  Jeszcze przez jakiś czas można to ignorować, jeszcze przez jakiś czas można odsyłać Macierewicza i jemu podobnych do psychiatry. Prędzej jednak czy później trzeba będzie podjąć merytoryczna dyskusję.

A po latach wielu historyków i socjologów zastanawiać się będzie, dlaczego tylu, wydawałoby się, inteligentnych i wykształconych ludzi na serio uwierzyło w nawet nie infantylne, lecz wręcz idiotyczne tłumaczenie katastrofy tym, że dorośli i doświadczeni piloci zabili siebie i setkę innych ludzi, bo wystraszyli się niezadowolenia prezydenta.

Powyższe mity to tylko część powszechnie wyznawanych. Każdy może dopisać równie długą listę. A w nowym roku pojawią się następne i, jak każdy mit, po pewnym czasie prysną. Ale ile zamącą w głowach, ile szkód narobią, to nasze. Żyjemy bowiem w czasach, które werbalnie odwołują się do racjonalności a w rzeczywistości karmią się mitami i zabobonami. Czasy, dumnie szczycące się rozwojem nauki i rozpowszechnieniem naukowej analizy zjawisk, cechują się ogromną ilością irracjonalnych poglądów i zachowań. Wystarczy popatrzeć na polityków i tak zwane autorytety: ilu z nich głosi swoje „genialne” stwierdzenia bez żadnego oparcia ich w faktach. Wystarczy spojrzeć na popularne media: ile w nich horoskopów, wróżb i przepowiedni. I to wszystko jak najbardziej serio. W XXI wieku! To ja już wolę wieki średnie. Ze średniowiecznymi scholastykami dyskutować można było jedynie merytorycznie.

2012-01-11

Dodaj swój komentarz

Nick / imie:
 
Komentarze
dariusz Olejniczak 2012-01-18 10:25:13
P.Zbigniewie. Warto dyskutować...OPTYMIZMU.. ciut.Do rzeczy: 1/ Niemity nie mogą upaść jako mity, 2/Traktat nie jest martwy czego dowodem są nasze komentarze, remont estakady, CENA oleju napędowego...i wygrane POLAKÓW z bezprawiem Państwa Polskiego (czytaj z tymi urzędasami którzy sobie to państwo przywłaszczają, Polska płaci ale ci którzy do tego doprowadzili powinni być umieszczeni na forach z nazwiska i wizerunku, niech się wstydzą)..3/Merkel, Sarkozy.. to dowody Traktatu..i demokracji...decyduje większość w poszanowaniu praw mniejszości..4/Równe traktowanie ...to bezprawie...mają być CZYTELNE ZASADY... to nie równość gdy jeden nie ma na wpis do sądu bo np.został okradziny, jeden płaci za leki 100% a drugi ma je za darmo i znowu kłania się TRAKTAT..5/Anglicy za zgodą WSZYTKICH idą własnymi ścieżkami i niech się nie pogubią bo ich funt bęzie nic nie wart..6/Wolność i bezpieczeństwo socjalne to nie komuna lecz SZWECJA, Norwegia...zatem to nie mrzonka lecz PODSTAWA cywilizacji..i tu należy się odwrócenie myślenia, bo zagwarantowanie podstaw egzystencji służy WYŁĄCZNIE bogatym, bo inaczej nie upilnują biednych i to wszystko stracą. Np. nie lecz chorego na tuberę, a dostaniesz od niego prątki.I tu znowu PAŃSTWO opiekuńcze to norma i to do wypełnienia przez Unię. Ludzie za lata nie będą pracować tylko będa musieli mieć ZAGWEARANTOWANE inne obowiązki związane z zagospodarowaniem ich wolnego czasu. Już nikt nie chce krzesełek ręcznie składanych we fiacikach i... potrafią wybudować 15 piętrowiec w 14 dni...to gdzie podzieją się nasi budowniczowie latami kładący cegły? Państwo opiekuńcze dzisiaj nie wypełnia swoich podstawowych obowiązków i suweran sięgnie po tych którzy rządzą jak to uczyniono w Afryce.Tak zawsze było..pustkę leczono wódą i wojną, ale czy tak musi być? 7/Gospodarka oparta na złocie nigdy nie może być rozwiązaniem.. przykład ruscy i ich gaz, a zamiast gazu mogli dawać1000 razy więcej złota bo może na Syberii tyle tego jest ..to oni mają wszystkich kupować(?)..a jak złotem zaleje nas chińczyk to...przecież.. chcesz parytetu waluty i złota(?). KOPERNIK: goroszy pieniądz wypiera lepszy!!!Rzecz znowu w tym, aby był TRAKTAT - umowa co do rzetelnych zasad, a nie dopasowanie pod bieżącą chwilę(druk dolców).8/Księgowość i tu cię ROZCZARUJĘ jest ZAWSZE KREATYWNA, bo wartości tam wprowadzane są tylko umownie obiektywne. Dzisiaj ktoś płaci 1 za m2 ziemi a jutro 100, dzisiaj zapasy są warte 1 a jutro 1000 lub nic..giełda to EMOCJE nie fakty lecz faktem jest stan emocji i tu psikus: dzisiaj masz jutro to samo masz a nic nie jest warte.Dlatego BDAJMY o POZYTYWNE EMOCJE a wyremotujemy nie tylko estakadę ale będzie OBWODNICA, Kopalnia, HUTA i piękny Park Kultury...KULTURY..bo to będzie ten inny obowiązek w przyszłości ..zamiast mrówczej pracy... kultura ta mała i ta duża. Czego Tobie Zbyszku, sobie i każdemu rzyczę. PS:Pamiętajmy każdemu to nie wszystkim naraz lecz indywidualnie, nie masa lecz jednostka w tej ilości jest istotna.I jeszcze jedno pomoc jest ZAWSZE jednostronna i jednocześnie ZAWSZE ekwiwalentna jeden dostaje chleb bo potrzebuje a drugi satysfakcję że uczynił coś dobrego i gdy role się odmienią też jest OK. Budujmy mieszkania socjalne i będzie praca i godne warunki dla rodzin i kasa dla dorobkiewiczów... mogą sobie, jak będą mieli dużo tej kasy kupić nawet złoty sedes lecz nie kosztem wolności innych. Pozdrawiam.
Zbigniew Kopczyński 2012-01-17 23:57:24
Szanowny Panie Dariuszu! Pisałem o upadłych mitach, siłą więc rzeczy mój wpis musiał mieć wydźwięk pesymistyczny a nie konstruktywny. A poza tym: 1. Traktat Lizboński jest już martwy a tym samym nie stanowi żadnej płaszczyzny współpracy. Proszę przypomnieć sobie, jak jeszcze nie tak dawno, gdy poszukiwano rozwiązania jakiegoś problemu, media zastanawiały się, jakie będzie stanowisko np. Włoch i czy Hiszpanie wraz z Francją przekonają Wielką Brytanię. Czasami ważny był głos premiera Luksemburga. A dziś? Wszyscy czekają tylko na decyzję duetu Merkel ? Sarkozy ? dwojga polityków nie pełniących żadnych funkcji w Unii Europejskiej. Gdzie tu równe traktowanie członków, nie mówiąc o demokracji czy rządach prawa. A kompromis? Od kiedy pamiętam, Anglicy byli eurosceptyczni, czasami bardziej niż teraz. A jednak nigdy nie musieli uciekać się do veta. Zawsze znajdywano kompromis. Teraz albo słuchasz Merkozego, albo wypad. 2. Mówiąc o średniowieczu, nie tęskniłem za pańszczyzną, lecz za sposobem myślenia i dochodzenia do prawdy ówczesnych elit intelektualnych, właśnie scholastycznych filozofów. Dla nich ataki ad personam były obciachem. Stworzyli zasady logicznej analizy argumentów w oderwaniu od osoby, argumenty te wypowiadającej. A dziś, zamiast dyskusji słyszymy: Nie będę z tobą rozmawiać, bo mówisz jak pisowiec/peowiec (niepotrzebne skreślić). 3. Wolność to nie tylko swoboda przemieszczania się, choć jest to istotne. Myślę, że nasze poglądy w tej sprawie zbytnio się nie różnią. Proszę jednak zauważyć, że dylemat: brak wolności i bezpieczeństwo socjalne czy wolność i bieda, jest fałszywy. Tam, gdzie postawiono na bezpieczeństwo socjalne, utracono wolność a i zdobycze socjalne okazały się mrzonką, jak w PRL. Tam, gdzie najważniejszą była wolność, z czasem przyszedł i dobrobyt, jak w USA. Uważam, że w Polsce, jak i w całej Unii, zbyt daleko zaszło państwo opiekuńcze. Stopniowo tracimy wolność a swe funkcje opiekuńcze państwo wykonuje coraz gorzej. 4. Nie tyle nie podoba mi się wprowadzenie euro, ile sposób jego wprowadzenia. Gdyby, z przyczyn politycznych, nie przymknięto oczu na różnice gospodarek oraz kreatywną księgowość rządów, ani Grecja, ani Włochy nie byłyby w eurolandzie. Nawiasem mówiąc, Niemcy też musiały kombinować. Uważałem euro (wtedy mówiono jeszcze: ecu) za wspaniały pomysł, ponieważ niezależny od rządów bank emisyjny nie będzie drukował pustych pieniędzy a tym samym nie dopuści do nadmiernego zadłużania państw i wzrostu inflacji. Myliłem się. 5. Nie pisałem, że podoba mi się druk pustych dolarów i franków. Pisałem przecież, że wprowadzenie euro nie zastąpi równoważenia wpływów i wydatków. Wydaje mi się, że praprzyczyną obecnego kryzysu była decyzja prezydenta Nixona o odejściu od wymienialności dolara na złoto. To właśnie umożliwiło druk pustych pieniędzy. 6. Przepływ pieniędzy w Unii nie jest jednostronny. Tak jak my korzystamy z dotacji, tak dotujące nas kraje korzystają z naszej przynależności do Unii, choć w mniej spektakularny sposób. Wolałbym jednak, zamiast dotacji, warunki równej konkurencji dla wszystkich naszych producentów (Nie ma tu miejsca na omawianie szczegółów). Jednostronna pomoc wcale nie jest motorem rozwoju i postępu. Zwykle prowadzi, w dłuższej perspektywie, do zastoju i recesji. Vide Grecja a bardziej jaskrawym przykładem jest Afryka. 7. Co do pozostałych Pańskich stwierdzeń, mam wrażenie, że przy dłuższej dyskusji znaleźlibyśmy więcej punktów wspólnych, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje. Dziękuję za komentarz.
dariusz Olejniczak 2012-01-14 17:41:42
Do p.Zbigniewa: wszystko jest "be" i nie daje Pan nic w zamian! Traktat Lizboński jest słaby, ale to jest KOMPROMIS...się mówi: zgniły. Ma on wielką zaletę: daje płaszczyznę do WSPÓŁPRACY i to się liczy... Szkoda, że wybrał Pan drogę do średniowiecza... Czy chciałby Pan powrotu zakazu wyboru gdzie się chce mieszkać, czy pracować. W USA ludzie przemieszczają jak w eurolandzie, bo to się nazywa WOLNOŚĆ!Dylemat(?)być niewolnikiem ale mieć pewne mieszkanie i pożywienie czy uzyskać wolność osobistą i brak pewności jutra... wymaga rozwiązania, bo WOLNOŚĆ jest tam gdzie się decyduje o swoim losie i ma się podstawy egzystencji, a o to w Polsce jest dzisiaj trudno.TRZEBA Polskę razem budować w tym za pieniądze eurolandu! Nie podoba się Panu wprowadzenie euro, a podoba się Panu drukowanie dolarów bez pokrycia w USA, czy franków w Szwajcarii? Europa musi mieć swoją walutę i powinna usuwać maruderów z euro(jak np. Grecja). Jak cenne było wprowadzenie euro powiedzą ci którzy płacili kredyty z przewalutowaniami za które płacono krociowe haracze.Młodych uczy się historii, myślenia a jeśli jakieś media są popularne inne nie, to potężnym narzędziem weryfikacji jest PILOT i pieniądze na zakup egzemlarza. Demokracja jest czymś niezwykłym, gdyż ile razy w historii większość się myliła demokracja to weryfikuje w dłuższym okresie. Proszę nie mówić o jakiś małych poglądach, że są mitemi bo za np. 50 lat tylko historycy będą wiedzieć np o sporze PO-PiS...co to jest PPR, FJN czy PZPR. Traktat Lizboński to środki i trzeba ze środków korzystać bo to jest SZANSA nie nakaz. Po latach bardzo niewielu będzie zastanawiać się dlaczego w drodze na uroczystości KATYŃSKIE samolot spadł. Ważna jest pamięć o tych co zginęli tak jak np. o katastrofie gen. Sikorskiego a proszę sprawdzić w bibliografii jakie zainteresowanie budzi. Mitem już jest KATASTROFA SMOLEŃSKA, ale jak z mitami... zawsze różne treści i szczegóły... Prawda jest taka: my nie byliśmy w stanie kupić NOWEGO samolotu prezydentowi... Nas nie stać na godziwą refundację leków i leczenie, a wielu których mogliśmy leczyć odeszło - a to nie jest mit lecz smutna prawda! Znów mamy temat. Przypadek(?) że deptaki zostały opanowane przez banki, złotników i apteki. W Polsce jest źle i trzeba wszystko zrobić aby to zmieniać. Zawsze trzeba trochę racjonalnego optymizmu i będzie się żyło lepiej. Pozdrawiam.
Gienio 2012-01-14 11:01:20
A mnie w Polsce jest źle skończyłem studia nie mam pracy,a nie chce zapisać się do PO ,bo to jedyna mozliwość pracy w instytucjach samorzadowych i rządowych !
Chorzowianin 2012-01-13 12:42:40
Przykro się robi na sercu, że tacy ludzie wypisują takie pierdoły... mnie w Polsce nie jest źle, dobrze że Kaczyńscy się wykruszają
PRAWDZIWY POLAK 2012-01-12 13:14:52
Pisze pan dyrdymały.Lepiej to skrócić i napisać KACZYŃSKI na prezydenta!
Jaś 2012-01-11 21:31:14
Panie Zbigniewie gratuluję analizy współczesnej Polski i Polaków degradowanych coraz bardziej przez mierną,ale wierną swojemu wodzowi klasę polityczną ! Podziwiam media za ich lizusowstwo wobec władzy!Kraj zastraszonych tępaków to marzenie obecnie sprawujacej władzę partii miłości!