|
‹‹ poprzedni artykuł strona główna następny artykuł ›› |
| Pryskają mity |
|
Wyborczy triumf Bronisława Komorowskiego, prócz zdobycia przez jego partię praktycznego monopolu władzy, przyniósł efekt uboczny w postaci upadku szeregu mitów, jakimi karmiono dotychczas polską opinię publiczną. Mitów dotyczących zarówno partii zwycięskiego kandydata, jak i głoszonych przez nią haseł.
|
| |
|
Mit pierwszy, to przekonanie, że Polacy mają dosyć kaczyzmu i IV RP. Wynik wyborów pokazał, że Kaczyńskiego nie chce jedynie nieznaczna większość wśród głosujących, czyli ok. 25 – 26% uprawnionych do głosowania. Gdyby jednak przepytać ich na temat akceptacji konkretnych zamierzeń i działań przegranego kandydata, odsetek ich mógłby dość znacznie spaść. Polska w swych opiniach jest podzielona mniej więcej pół na pół. Wszelkie więc autorytatywne wypowiadanie się w imieniu wszystkich Polaków zarówno w wykonaniu polityków Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości jest nadużyciem.
Drugim, znacznie ważniejszym mitem jest mit, jakoby wyborcy Platformy stanowili bardziej świadomą i zaangażowaną część społeczeństwa. Otóż Bronisław Komorowski wygrał dzięki mobilizacji elektoratu i intensywnemu, graniczącemu z histerią, nawoływaniu do udziału w wyborach. Elektorat, który trzeba przekonywać do głosowania, trudno nazwać świadomym i zaangażowanym. Charakterystyczne, że Jarosław Kaczyński nie nawoływał swoich zwolenników do pójścia do urn. Nie musiał. Nie twierdzę, że każdy wyborca PiS jest bardziej zorientowanym i rozgarniętym od wyborców Platformy, jednak w swej zdecydowanej większości głosujący na Jarosława Kaczyńskiego wiedzieli, że należy iść na wybory i dlaczego należy głosować tak a nie inaczej.
Do poniższego wniosku doszedłem obserwując, jako mąż zaufania, prace komisji wyborczej. Akurat w okręgu, gdzie zdecydowanie wygrał Bronisław Komorowski. Obserwacja z natury rzeczy wybiórcza, jednak ciekawa. Zakaz agitacji w lokalu wyborczym dotyczy przede wszystkim członków komisji wyborczej, trudno jednak zakazać wyborcom wypowiadania takich czy innych uwag. I wielu z nich nie mogło powstrzymać się od takich wypowiedzi. Zwracali się przede wszystkim do mnie, gdyż, w przeciwieństwie do członków komisji, nie byłem zajęty wydawaniem kart. Wśród głosujących na Komorowskiego wielu głosowało po raz pierwszy od wielu lat a zdecydowana ich większość zdobyła się na to teraz, by – jak mówili - nie wrócił ciemnogród i ten obciachowy Kaczor. O zaletach swego wybrańca nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Wyborcy Kaczyńskiego z kolei brali regularnie udział w wyborach i potrafili w mniej lub bardziej przekonujący sposób uzasadnić swój wybór. Oczywiście nie twierdzę, że wśród wyborców Komorowskiego nie było osób świadomych i zorientowanych w polityce. Nie oni jednak przesądzili o wyniku głosowania.
Mit świadomych wyborców Platformy pękł już wcześniej, przynajmniej w skali regionalnej. Podczas ubiegłorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego w okręgu katowickim stratedzy PO wystawili na ostatnim miejscu niejakiego Bogdana Kazimierza Marcinkiewicza, od niedawna członka partii, sądząc, że taki ruch przysporzy im nieco głosów. Rzeczywistość przerosła ich oczekiwania. Marcinkiewicz zdobył czwartą ilość głosów i mandat europosła kosztem Adama Matusiewicza – kompetentnego polityka, doświadczonego w pełnieniu odpowiedzialnych stanowisk, obecnie wicewojewody śląskiego. Akurat – moim zdaniem – przegrana Matusiewicza i jego pozostanie w Katowicach było korzystne dla województwa śląskiego. Obawiam się jednak, że to nie dobro województwa przyświecało głosującym na Marcinkiewicza wyborcom. Inaczej: jeśli kompetentny i doświadczony polityk przegrywa wybory z człowiekiem, którego jedyną zaletą jest zbieżność nazwisk z kochankiem sławnej Izabel, to jak tu mówić o świadomych wyborcach?
Trzecim upadłym mitem jest przedstawianie Platformy jako partii wykształconych, kompetentnych i otwartych na świat elit. W rzeczywistości jest ona populistyczną partią władzy. Jak każda partia populistyczna, bazuje na straszeniu wyborców i przedstawianiu się jako ten, kto jest w stanie uchronić ich od wmówionych im zagrożeń. Jedni straszyli kapitalistami, Żydami i cyklistami a PO straszy Kaczyńskim i IV RP. W czasie kampanii trudno było dostrzec elementy konstruktywnego programu Komorowskiego. I to nie dlatego, że – powiedzmy – niezbyt wygórowany poziom intelektualny kandydata mógł być przeszkodą w jego tworzeniu. Ma przecież fachowców, którzy odwaliliby tę robotę za niego. Po prostu stratedzy PO woleli sięgnąć po najprymitywniejszy a zarazem najskuteczniejszy sposób zdobycia elektoratu: wywołanie stanu zagrożenia. Nawiązali tym samym do polskich klasyków takiego uprawiania polityki: Leppera i Giertycha. Kierujący kampanią wiedzieli doskonale, że dyskusja merytoryczna wymaga odpowiedniego poziomu zarówno kandydata jak i wyborców. I nie zamierzali ryzykować.
Nie należy jednak zapominać, że w Platformie Obywatelskiej jest sporo kompetentnych polityków, dla których nie samo sprawowanie władzy czy interes osobisty jest najważniejszy, lecz dobro wspólne, czyli Rzeczpospolita. Wstąpili do tej partii przekonani do głoszonych swego czasu pięknych haseł i, ku swemu zaskoczeniu, skonstatowali po czasie, że to niezupełnie to. W prywatnych rozmowach przyznają, że pozostają w partii rządzącej, by móc zrobić coś konkretnego dla kraju lub regionu. Nie oni jednak decydują o polityce Platformy. Decydują ci, dla których władza ważna jest dla samej władzy, tak jak gra w piłkę dla samej gry.
Mit PO jako partii liberalnej pogrzebał własnoręcznie Bronisław Komorowski, broniąc się rękami, nogami i sądami przed posądzeniem o chęć prywatyzacji szpitali. Kandydat partii liberalnej występujący przeciwko prywatyzacji – toż to kuriozum na skalę światową! Komorowski nawet nie próbował bronić prywatyzacji szpitali, choć nie powinno to sprawić trudności średnio rozgarniętemu zwolennikowi liberalizmu. W tej bowiem kwestii prezes Kaczyński głęboko się myli. Chyba, że w Polsce jedyny możliwy scenariusz prywatyzacji to ten, przedstawiony w zwierzeniach zakochanej posłanki. Być może Komorowski coś wie na ten temat?
Ostatni z mitów, jaki pryśnie w ciągu najbliższych miesięcy, to mit Platformy jako partii fachowców, gotowych dokonać cudów, blokowanych jedynie przez nieodpowiedzialnego prezydenta, wetującego przygotowywane ustawy. Hamulec pochowaliśmy na Wawelu i teraz nic cudom nie stoi na drodze. Obawiam się jednak, że szuflady ministerialnych fachowców są puste, tak jak szuflada Julii Pitery – najdroższej z polskich ministrów. Głównym i chyba jedynym zadaniem min. Pitery było, i ciągle jest, przygotowanie ustawy antykorupcyjnej. Trudno przypuszczać, by Lech Kaczyński zawetował taką ustawę. Jednak przez całe trzy lata ustawa taka nie powstała. A utrzymanie ministerstwa Julii Pitery to konkretna kasa – miesiąc w miesiąc. Wkrótce przekonamy się, jak jest w innych ministerstwach.
Upadek ostatniego mitu to kwestia zdarzeń przyszłych. Istnieje więc pewna szansa, że mogę się mylić. I choć trudno mi w to uwierzyć, takiej pomyłki szczerze i gorąco życzę sobie i wszystkim rodakom. W końcu to Polska jest najważniejsza.
|
| 2010-07-08 |
Dodaj swój komentarz
|
| Komentarze |
| Rafał Sudoł 2010-08-20 09:08:51 |
| Kościół ma prawo przypominać wiernym, że nie powinni głosować na ugrupowania czy osoby, których programy jawnie sprzeciwiają się Kościołowi czy jego nauce. Oczywiście, nie powinno się to odbywać w sposób tak bezpośredni, jak w Chorzowie Batorym, lecz w sposób taki, jak mówi nauka społeczna Kościoła: " Każdy obywatel jest zobowiązany uczestniczyć w wyborach, czyli zdecydować o kształcie dobra wspólnego, w którym realizuje się integralne dobro każdego człowieka. Jest to tym bardziej obowiązkiem każdego człowieka wierzącego. Nie można być bowiem dobrym katolikiem, nie będąc dobrym obywatelem. Nieuczestniczenie w wyborach jest brakiem odpowiedzialności za dobro wspólne narodu i społeczeństwa i stanowi poważny grzech zaniedbania?.
Jako zasadnicze kryteria wyboru zostały sformułowane następujące zasady: ?(...) katolicy nie mogą wybierać takich kandydatów lub opowiadać się za takimi programami, które są wrogie dobru narodu, społeczeństwa i państwa, niezgodne z zasadami moralności chrześcijańskiej, ludzi szukających własnych zysków i korzyści, uwikłanych w afery, korupcje i malwersacje. Doświadczyliśmy bowiem, że pośród wybranych byli tacy, którzy nie spełnili pokładanego w nich zaufania na miarę otrzymanego społecznego mandatu. Katolicy powinni natomiast wybierać osoby wiarygodne, kompetentne, cieszące się zaufaniem, prawością, sumiennością i gorliwością w służbie dobru wspólnemu. Wreszcie powinni głosować na tych, którzy prezentują programy pozytywne, służące dobru społeczeństwa, nie zaś na tych, którzy ograniczają się do krytyki i negacji (...). W obliczu ataku sił laickich na wartości chrześcijańskie, a nierzadko także na narodowe, katolicy powinni zespolić wszystkie wysiłki dla ich ocalenia, demokracja bowiem bez wartości podstawowych prędzej czy później degeneruje się, a nawet przeradza w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm (Por. Centesimus Annus, nr 46)?. | | Chorzowianka z wyboru 2010-08-19 22:59:32 |
| Szanowny Panie. Oczywiście, księża są takimi samymi ludźmi jak my i mają prawo do własnych opinii. Tylko, że ja moich prywatnych opinii nie głoszę w firmie, w której jestem zatrudniona, jako jej oficjalne stanowisko. A wielu księży nadużywa ambony do swoich prywatnych wycieczek.
A co do agitacji jeszcze - nie wiem, gdzie Pan chodzi do kościoła, ja bywam w Chorzowie Batorym. Byłam tez ostatnio na mszy odpustowej, gdzie ksiądz grzmiał z ambony podczas kazania, żeby nie głosować na SLD. I proszę mi wierzyć, ludziom się to nie podobało. Mają dość polityki wszędzie indziej, nie musi jej być w kościele. Nie powinno. | | Zbigniew Kopczyński 2010-08-05 00:47:00 |
| Szanowna Chorzowianko z Wyboru
Przejrzałem zamieszczone linki. Jeden mówi o ulotce powieszonej przy kościele. Jak twierdzi proboszcz, bez jego wiedzy i zgody. Trudno tu mówić o chamskiej agitacji.
Drugi to opinia Sławomira Nowaka. Proszę mi wybaczyć, ale nie jestem w stanie uwierzyć, że dokonuje on obiektywnej oceny.
Trzeci to rzeczywiście potępienia godne słowa księdza, gdzieś tam koło Stalowej Woli. Księdza, który przyjechał z RPA i produkował się pod nieobecność proboszcza. Trochę za mało na takie radykalne uogólnienia.
Proszę zauważyć, że krótko przed wyborami Bronisław Komorowski został przyjęty przez kardynała Dziwisza. Zwolennicy PiS-u odczytali to jako podarcie kardynała. Kardynał Dziwisz to jednak inny kaliber niż jakiś księżulo na gościnnych występach w Stalowej Woli. Jak to więc jest, kogo Kościół popierał?
Inną kwestią jest czy Kościół i poszczególni księża powinni angażować się politycznie. Proszę zauważyć, że księża są takimi samymi obywatelami jak my i przysługują im takie same prawa wyrażania swoich opinii. Oczywiście nie powinno być, prowadzonej z ambon, agitacji partyjnej. Jednak obowiązkiem księży jest, a przynajmniej powinno być, przypominanie, że katolik nie powinien głosować na polityków, którzy sprzeniewierzają się nauce Kościoła. I nie będzie to wcale agitacja za PiS-em, bo - jak pamiętamy - politykom tej partii też można coś w tej materii zarzucić.
A, że PiS ma twarz ma twarz J. Kaczyńskiego i tych, których Pani wymieniła, to jasne. Trudno, by miał inną. Jeśli nie chce Pani mieć z nimi nic wspólnego - Pani wybór. Żyjemy w wolnym - jeszcze - kraju. | | Chorzowianka z wyboru 2010-07-27 21:25:33 |
| Nachalna agitacja w kościołach z PISem - kilka linków z kraju. Niech mi pan nie próbuje wmawiać, że księża nie używają też bardziej subtelnych metod, bo to bzdura.
Kościół nie jest miejscem do takich wystąpień, takie tematy sieją zamęt i nienawiść między ludźmi. Nie będę linkowała filmów z youtube, każdy potrafi sobie je znaleźć.
BTW - zakładanie, że każdy, kto jest przeciwko PIS, jest za PO, jest równie błędne jak zbytnie uogólnianie.
http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100622/POWIAT0303/11506649
http://wyborcza.pl/1,75248,8097525,_Szatan_Komorowski___Oburzajaca_agitacja_podczas_mszy.html
http://www.moja-ostroleka.pl/sonda-czy-ostrolecki-kosciol-zaangazowal-sie-w-kampanie-jaroslawa-kaczynskiego-napisz-swoje-zdanie,1278412756,3.html
PIS ma dla mnie twarz J. Kaczyńskiego, P. Poncyliusza, posłanki Kempy. Nie są to ludzie, z którymi chciałabym mieć cokolwiek wspólnego.
| | Wierni czytelnicy bloga 2010-07-16 22:59:02 |
| To fantastycznie, bo niektórzy żyją z zasiłków tyle że niemieckich i chcą pouczać wszystkich maluczkich. | | Tobiasz 2010-07-16 13:53:59 |
| A ja Panu tylko napiszę, że mimo się w większości spraw z Panem nie zgadzam To lubię tego bloga i uważam, że jest potrzebny!
Pozdrawiam | | Zbigniew Kopczyński 2010-07-16 09:24:23 |
| Szanowni "Czytelnicy Bloga"
Jak Państwo zauważyli, dość oszczędnie zamieszczam informacje o moim życiu prywatnym. Nie będąc osobą publiczną nie muszę zbyt wiele o sobie mówić i z tego prawa do prywatności korzystam, ograniczając pisanie o mnie i sprawach bezpośrednio mnie dotyczących. Piszę ten blog w celu skłonienia Państwa do refleksji nad poruszanymi w nim kwestiami a nie dla promocji mojej osoby. Z Państwa komentarzy wynika, że nie bardzo mi się to udaje.
Aby więc zaspokoić Państwa ciekawość, podam, że od lat (już 22) prowadzę działalność gospodarczą na rachunek własny oraz jako udziałowiec wspólnych przedsięwzięć w różnych branżach i ? nie biadolę.
| | czytelnicy bloga 2010-07-15 18:49:00 |
| Jeżeli to nie tajemnica Panie Zbyszku to jaką pracę Pan teraz wykonuje? Łatwiej nam będzie Pana zrozumieć. | | Zbigniew Kopczyński 2010-07-13 23:34:03 |
| Szanowni Komentatorzy
Dziękuję za zamieszczone komentarze. Pomagają mi one spojrzeć na omawiane sprawy z innej perspektywy, nawet jeśli z zamieszczonymi w nich stwierdzeniami nie mogę się zgodzić.
Moja działalność polityczna, społeczna i publicystyczna nie stanowi źródła moich dochodów, stąd m. in. zwłoka z reakcją na komentarze i spóźnione wpisy. Nigdy nie zajmowałem też stanowisk z politycznego rozdania ani ciepłych posadek i ich zajmowanie raczej mi nie grozi. Nie bardzo więc odpowiadam Państwa wyobrażeniu o sympatykach PiS. Co więcej, nie spodziewałem się żadnych osobistych korzyści po zwycięstwie Jarosława Kaczyńskiego i nie miałem obaw co do mojej sytuacji wskutek wygranej Bronisława Komorowskiego. Co najwyżej, rozwój polityki miłości może spowodować pewne problemy z publikowaniem moich tekstów, no ale z tego ? jak wspomniałem ? nie żyję.
Wśród znanych mi wyborców PiS jest wiele osób o niekwestionowanych dokonaniach zawodowych, naukowych, artystycznych i biznesowych, przy czym nie są to biznesy z dolnośląskich cmentarzy. Znam też wielu nieudaczników wśród wyborców Platformy . Przykładów odwrotnych w obu elektoratach możemy znaleźć równie wiele. Generalizowanie nie ma więc sensu. Zresztą pojęcia sympatyk i wyborca są pojęciami niezbyt określonymi i trudno weryfikowalnymi. By dyskutować konkretnie, lepiej mówić o politykach obu partii.
I w PiS i w PO jest grupa ludzi żyjących jedynie z polityki. I jest to naturalne, bo na pewnym poziomie nie da się uprawiać polityki po godzinach. Polską specyfiką jest duża ilość posad niezwiązanych bezpośrednio z polityką, jak rady nadzorcze, rozmaite agencje itp. Są to beneficja do obdarzania nimi krewnych i znajomych królika. Dziś przoduje w tym Platforma ? jako partia rządząca, to ona jest głównym kadrowym kraju. Proponuję poczytać życiorysy czołowych polityków PO różnych szczebli a później, przy pewnej dozie dociekliwości, sprawdzić, co robią ich małżonkowie, krewni i znajomi. Zapewniam, wnioski mogą być dla Państwa zaskakujące.
SilentiumUniversi i ja podaliśmy przykłady zachowań, być może niereprezentatywnych, lecz na pewno prawdziwych. Państwo posługujecie się ogólnikami, mogącymi mieć źródło nie tyle w rzeczywistości, co uprzedzeniach. Szczególnie wdzięczny będę za skonkretyzowanie zarzutu o chamskiej agitacji w kościołach. Dotychczas chamska agitacja kojarzyła mi się raczej z wygłupami Palikota niż tym, co się dzieje w kościołach. Jeśli się mylę, proszę o upublicznianie takich przypadków, bo dla chamstwa w kościołach nie może być miejsca.
Biadolenie, z kolei, to cecha każdej opozycji. Proszę przypomnieć sobie głosy opozycji za rządów PiS. To nie było już biadolenie, lecz histeryczne spazmy nad cierpieniami Polski i Polaków pod rządami strasznych bliźniaków.
Szanowni Państwo, Państwa opinie o wyborcach PiS nie podważają mojej tezy, że okazali się oni bardziej świadomymi wyborcami niż głosujący na Komorowskiego. Państwo pisaliście, jakimi są oni ludźmi, ja jakimi wyborcami. A to są zupełnie różne kwestie. Większość, o której pisze Pani Chorzowianka z wyboru niekoniecznie musi być bardziej świadoma od mniejszości, najczęściej jest dokładnie odwrotnie. Optymizm i zadowolenie mogą mieć źródło w braku refleksji nad sprawami publicznymi a to, co Państwo nazywacie biadoleniem, może być przejawem zrozumienia, jak w rzeczywistości sprawy się mają.
W czasach saskich, do których nam coraz bliżej, zdecydowana większość społeczeństwa była zadowolona. Był to czas względnego spokoju i rosnącego dobrobytu, co znalazło wyraz w znanym powiedzeniu: "jak za króla Sasa, jedz, pij i popuszczaj pasa". O tym, że państwo stacza się w niebyt, mówili jedynie nieliczni. Dziś nazwalibyśmy ich biadolącymi oszołomami.
| | Chorzowianka z wyboru 2010-07-11 13:01:39 |
| Zgadzam się z pracownikiem nie biadolącym w pełni. Wieczne pretensje, wieczne marudzenie, a jednoczesnie ciągnięcie na boku z kogo i czego się da. Plus oczernianie wyborców opcji przeciwnej. Panie SilentiumUniversi - żenujący wpis. Na Komorowskiego głosowała większość, ale Panu oczywiście rzuciły się w oczy tylko trzy jednostki, które zachowywały się nie tak, jak Pan by sobie życzył. Ci, którzy prowadzą chamską i agresywną agitację w kościołach, postępują dobrze...? Ciekawe. | | pracownik nie biadolący 2010-07-09 23:50:07 |
| Żyjąc już parę lat na tym świecie zauważyłem że elektorat PiS-u składa się w większej części z osób które niczego konstruktywnego nie zbudowały, wiecznych działaczy pracujących na ciepłych państwowych posadach lub nie pracujących nigdzie. Wiecznie biadolących, rozliczjących ,obserwujących itd. Nichciałbym Pana obrazić (chociaż też nie doczytałem gdzie Pan pracuje poza wiecznym działaniem) ale odnoszę wrażenie że wyborcy PO są bardziej radośni a przez to osiągają większe sukcesy na kazdym polu. | | SilentiumUniversi 2010-07-09 07:33:33 |
| Potwierdzam Twoje obserwacje, tyle, że w mojej komisji wyborcy na ogół z nikim nie gadali. Bardzo wiele osób głosowało pierwszy raz od wielu lat - nie wiedzieli, że adresy komisji się w międzyczasie pozmieniały. Trójka się ujawniła. Jedna z pań podała dowód, natychmiast sama sięgnęła po kartę i trzepła krzyżyk na Komorowskiego, zanim ktokolwiek zdołał mrugnąć. W tej chwili okazało się, że nie miała prawa do oddania głosu - wcześniej dostała zaświadczenie upoważniające do głosowania w innej komisji, z którego zapewne skorzystała - bo go ze sobą nie miała. Oddanie głosu jej uniemożliwiono, głos unieważniono. Drugi, starszy, pijany obywatel, szeroko opowiadał, że odda głos na Marszałka. Był całkiem agresywny, ale udało się go zmitygować. Trzeci, również wyglądający na emeryta, sugestywnie opowiadał, jacy głupole głosują na Jarka, wziął kartkę i od razu wrzucił ją do urny ... potem długo domagał się następnej. Niestety, u mnie Premier również wysoko przegrał. |
|
Kalendarium
‹‹‹ Czwartek, 09 Września 2010 ›››
- 00
- 00
- 00
- 01
- 02
- 03
- 04
- 05
- 06
- 07
- 08
- 09
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
Archiwum
Strony które polecam
|