|
‹‹ poprzedni artykuł strona główna następny artykuł ›› |
| Kto będzie moim prezydentem? |
|
Nie mam szczęścia do prezydentów III RP. Było ich już, jeśli dokładnie zliczyć, czterech a trudno mi o nich wszystkich mówić jako o moich prezydentach, choć przecież reprezentowali mój kraj a więc i mnie.
|
| |
|
Na pewno moim prezydentem nie był towarzysz Jaruzelski. Był reliktem komunizmu, wybranym prezydentem PRL i, zapewne ku swemu zaskoczeniu, został pierwszym prezydentem III Rzeczypospolitej.
Ucieleśnieniem moich nadziei wydawał się być Lech Wałęsa. Z czasem coraz trudniej było mi mówić o nim „mój prezydent”. Jego, delikatnie mówiąc, dziwne działania, nasilające się wraz z biegiem prezydentury, wydają się być bardziej zrozumiałe w świetle niedawnych publikacji IPN. Przy okazji warto przypomnieć, że w tym czasie Wałęsa był atakowany i ośmieszany mniej więcej przez te same środowiska, które przez ostatnie pięć lat prowadziły kampanię nienawiści wobec braci Kaczyńskich. Do czasu, aż okazało się, że Wałęsa też nie lubi Kaczorów i też ma swoją teczkę.
Wbrew głoszonemu hasłu, Aleksander Kwaśniewski nie był prezydentem wszystkich Polaków. Był najbardziej partyjnym z prezydentów, dbającym jedynie o interesy swojej partii. Od nominacji na wszystkie możliwe stanowiska, po ułaskawianie skazanych towarzyszy. Wstydziłem się tego prezydenta od samego początku, od, zapomnianego już, wystąpienia prezydenta Rzeczypospolitej w reklamie firmy meblowej. A później przyszły objawy coraz trudniej skrywanych problemów alkoholowych z zataczaniem się nad grobami polskich oficerów. Pamiętam wstyd, gdy pewien Ukrainiec zapytał mnie, czy ten nasz prezydent na pewno szkół nie kończył? Nie wiedziałem, jak powiedzieć mu, że jest jeszcze gorzej, że polski prezydent nas wszystkich ordynarnie okłamał.
Po Kwaśniewskim nastała inna epoka. Lech Kaczyński był moim prezydentem, choć nie był moim idolem. Nie ze wszystkimi jego poglądami i działaniami mogłem się zgodzić. Szczególnie raziło mnie zbyt dużo socjalizmu w jego polityce społecznej. Niemniej był prezydentem, dla którego najważniejszy był interes Polski a nie jego własny lub kręcących lody kolegów. Miał jasną koncepcję polityki zagranicznej i konsekwentnie ją realizował wbrew destrukcyjnej działalności rządu.
Skąd ta pozytywna ocena, skoro przez ostatnie pięć lat lał się strumień krytyki, oskarżeń, ośmieszania i wyszydzania głowy państwa? Jeśli chłodno i bez uprzedzeń przyjrzymy się tym publikacjom, zauważyć musimy, że cała ta krytyka dotyczy spraw drugo- i trzeciorzędnych, drobnych potknięć i niezręczności wyolbrzymianych do niebotycznych rozmiarów a często są to wręcz pomówienia. Najczęściej jednak wyśmiewano się z jego wyglądu, przede wszystkim wzrostu i faktu posiadania brata bliźniaka. Mówi to wszystko o jego krytykach. W całej tej nagonce nie można znaleźć ani jednego, jako tako uzasadnionego, zarzutu dotyczącego jego postawy moralnej, korupcji, czy powiązań ze służbami lub innymi podejrzanymi środowiskami. I stąd ta wściekła kampania nienawiści, prowadzona przez tych, których sumienia nie są zbyt czyste.
Tragedia pod Smoleńskiem przerwała tę prezydenturę. I lepszej już nie będzie. Faworyt tych wyborów – Bronisław Komorowski przewyższa Lecha Kaczyńskiego jedynie wzrostem. Jest to czynnik bardzo istotny przy kompletowaniu drużyny koszykówki, w polityce raczej bez znaczenia. A właśnie niski wzrost i nieznajomośc języków obcych najczęściej wytykano prezydentowi. Marszałek deklaruje znajomość języka rosyjskiego, trochę za mało, jak na europejskie i światowe salony.
Z poglądami Lecha Kaczyńskiego można było się nie zgadzać, dyskutować czy kłócić. Z poglądami Bronisława Komorowskiego już nie, a to z powodu całkowitego ich braku. Usiłowałem napisać coś na temat poglądów tego kandydata, nie mogłem jednak znaleźć jego wyraźnych deklaracji. Mówi zwykle to, co każą mówić spece od wizerunku, a co wynika z sondażowych słupków. Nawet, gdy są to deklaracje wzajemnie sprzeczne. Komorowski nie wie już nawet, czy jest miłośnikiem polowań, czy ich przeciwnikiem. Zależy to od tego, czy mówi do kolegów z Koła Łowieckiego, czy obrońców zwierząt.
Kandydat partii liberalnej broni się jak może, nawet sądownie, przed jakimikolwiek podejrzeniami o sprzyjanie prywatyzacji szpitali. Wygląda na to, jakby nie orientował się, z ramienia jakiej partii kandyduje. Paradoksów w tej kampanii wyborczej jest jednak więcej.
Platforma Obywatelska - partia prezentująca się jako partia otwartych na świat, młodych i dynamicznych ludzi, wystawia kandydata – nobliwego, acz niezbyt rozgarniętego tatuśka, nadającego się raczej do kapci i sączenia piwa przed telewizorem, niż przewodzenia narodowi w czasie niekorzystnej sytuacji geopolitycznej. PiS natomiast, a więc partia przedstawiana jako partia ludzi starych i ograniczonych, wystawia błyskotliwego singla, poświęcającego życie prywatne dla kariery, doświadczonego w przewodzeniu w trudnych chwilach i znającego, jak mało kto, uwarunkowania polityki.
Pełnienie obowiązków prezydenta i, związana z tym, konieczność samodzielnego występowania obnażyły intelektualne ubóstwo marszałka. Nie chodzi mi tylko o odczytywane beznamiętnym głosem przygotowane wcześniej przemówienia, czego z wygłaszanymi „z głowy”, pełnymi merytorycznych treści, przemówieniami zmarłego prezydenta nie można porównać. Chodzi o to, że ten reprezentat partii odwołującej się do wykształconej i światłej części społeczeństwa, w swych wystąpieniach daje popis prostactwa i niekompetencji. I nie są to jednorazowe, mogące każdemu się przytrafić, wpadki. Tu prawie każda wypowiedź to katastrofa. Spontaniczne wypowiedzi marszałka zdają się wskazywać, że nie bardzo orientuje się, w jakich wyborach bierze udział ani jakim krajem zamierza kierować. Obawiam się również, że nie do końca rozumie odczytywane przemówienia. Za to bez skrępowania korzysta z przywilejów wynikających ze sprawowanych przez siebie urzędów. Przyjdzie nam przez kolejne pięć lat wstydzić się za polskiego prezydenta.
I oby na wstydzie się skończyło! Nieprzemyślane wypowiedzi w sprawie polityki zagranicznej i działania, a raczej ich brak, rządu przy akceptacji marszałka w sprawie katastrofy smoleńskiej, wystawiają na szwank naszą wiarygodność sojuszniczą, godząc tym samym w podstawy polskiej racji stanu. Zapłacimy za to, gdy naprawdę będziemy potrzebować sojuszników. Dalsze prowadzenie polityki w tym stylu spowoduje erozję naszej suwerenności i zredukowanie Polski do roli pionka, którym grać będą inni.
Na szczęście nie jesteśmy do końca skazani na kompromitującą nas kandydaturę. To od nas zależy wybór kolejnego prezydenta. Wybrać śp. Lecha Kaczyńskiego już nie możemy. Dobry Bóg zostawił nam jednak kopię zapasową. Będę głosował na Jarosława Kaczyńskiego. |
| 2010-06-30 |
Dodaj swój komentarz
|
| Komentarze |
| Ingela 2010-07-09 17:46:09 |
| Szanowny Wyborco! Świetnie scharakteryzował Pan kandydatów na prezydenta, więc nie będę się powtarzać.Powiem tylko, że zaskoczyl mnie i rozczarował wynik głosowania chorzowian.Biorąc pod uwagę "zalety" pana Komorowskiego, jak również usilne wspieranie go przzez premiera można sobie wyobrazić, jak będą wyglądały bezpartyne rządy prezydenta.Czy mieszkańcy Chorzowa zastanowili się dobrze, zanim oddali głos na pana Komorowskiego? | | nadchodzi jesień 2010-07-07 18:07:44 |
| A ja się przyglądam Panu, Panie Rafale S., oj przyglądam. | | Rafał Sudoł 2010-07-06 09:14:54 |
| Będziemy teraz uważnie się przyglądać obydwu panom K. czy ich nowy image jest na pewno trwały. | | kto mieczem ........ 2010-07-05 20:34:55 |
| Przebrała się miarka nie wybrali Jarka :) | | Chorzowianka z wyboru 2010-07-04 21:36:27 |
| Widzę, że mój trzeźwy komentarz został zmoderowany. Jakoś mnie to nie dziwi... | | SilentiumUniversi 2010-07-02 15:45:04 |
| Szanowny Wyborco. Nie przekonał mnie Pan. Co najwyżej będę się potem z moich przekonań przed ABW spowiadał. Zdrufko | | Zbigniew Kopczyński 2010-07-01 12:45:34 |
| Szanowny Wyborco, dobry Bóg obdarzył nas wolną wolą i rozliczy nas z naszych wyborów. Pozostawienie kopii zapasowej to dla nas możliwość a nie obowiązek. Ja z tej szansy skorzystam a Pan, jak widzę, woli głosować na tego, który chce wydobywać gaz metodą odkrywkową. | | Rafał Sudoł 2010-07-01 12:26:57 |
| Trzeba przyznać, że wczorajszą debatę zdecydowanie wygrał J.Kaczyński. Ponieważ wcześniejsza należała do B. Komorowskiego, szkoda, że nie będzie trzeciej - tak mamy remis, choć trzeba zaznaczyć, że wyniki obu tych debat mają znaczenie dla elektoratu, który jeszcze nie wie na kogo oddać głos. Dla tych, którzy mają jasno sprecyzowane poglądy - żadna debata ich preferencji wyborczych już nie zmieni. Biorąc pod uwagę, iż są wakacje sporo osób wyjechało na różnego rodzaju wypoczynek. Nie sprzyja to elektoratowi PO, i nie przesądzałbym dzisiaj wygranej żadnego z kandydatów. Moich sympatii politycznych nie zdradzę, ale dla sprawdzenia i ciekawości późniejszego wyniku, obstawiam, że jednak wygra J. Kaczyński. A jak będzie zobczymy już w niedzielę wieczorem. | | wyborca 2010-07-01 08:33:43 |
| Szanowny Panie, skąd Pan wie czego chce "dobry Bóg"? Ja głosuję na Komorowskiego, bo to on mnie bardziej przekonuje. Czy w związku z tym powinienem się z tego spowiadać? |
|
|
|